Carmex w trzech odsłonach

By | 23.11.16 43 comments
Witajcie! :)

Postanowiłam w końcu zmierzyć się z bardzo popularnymi i na ogół zachwalanymi balsamami do ust amerykańskiej marki Carmex, która funkcjonuje na rynku już blisko osiemdziesiąt lat. Do niedawna podczytywałam tylko recenzje tych produktów, ale mój sceptycyzm i tak nie ustępował, ponieważ moje usta wymagają naprawdę porządnego nawilżenia, dlatego sądziłam, że mogą to być za słabe działa na takie wyzwanie;). Jako że moja ulubiona dotychczas maść z witaminą A nie poradziła sobie z ogromnym przesuszeniem, z którym zmagałam się zeszłej jesieni i zimy, przełamałam się w końcu i wybrałam opcję pielęgnacji w trzech wydaniach: w tubce, słoiczku i sztyfcie, tak by się nie rozdrabniać i przy okazji w jednym wpisie podzielić się opinią na temat tych balsamów.

Wiedziałam, że walory pielęgnacyjne i nawilżające nie są identyczne dla każdego z tych kosmetyków, dlatego też bacznie przypatrywałam się im pod tym kątem;). Nie zraziły mnie też informacje o tym, że balsamy dają na ustach efekt chłodzenia i mrowienia, ponieważ mam błyszczyki, które działają na podobnej zasadzie i bardzo mi to odpowiada.


  • waniliowy sztyft (poj. 4,25 g; SPF15) - stabilny, niełamiący i nierozpuszczający się wraz z upływem czasu sztyft. Podoba mi się stopień nabłyszczenia, natomiast zapach nie do końca mnie przekonuje, ponieważ jest na równi waniliowy i ... kamforowy. O ile lubię taki apteczny aromat w kosmetykach do twarzy, o tyle w pielęgnacji ust jest on irytujący.  Poza tym chłodzenie, o którym pisano nie jest tym, czego się spodziewałam, dlatego, że ,,w gratisie" otrzymujemy pulsacyjne szczypanie i pieczenie, które odczuwa się przez ok. 25 minut.  Najprawdopodobniej wieczorem mój próg odporności na ból jest bardzo niski, bo wówczas w ogóle nie jestem w stanie nosić tego balsamu na ustach. Kolejną wadą jest niewystarczająco dobre nawilżenie, choć, żeby być precyzyjniejszą musiałabym nazwać je słabym. Aktualnie używam go czasami jako bazę pod kremowe pomadki dla zapewnienia bardziej błyszczącego wykończenia.
  • wiśniowa tubka (poj. 10 g; SPF15) - produkt o rzadkiej formule,  co powoduje, że akurat w tym przypadku balsam migruje przez usta, osiada na języku i siłą rzeczy w gardle:/. Solidna warstwa sprawi, że pojawi się nieprzyjemny efekt szczypania i pieczenia, dlatego radziłabym nałożyć zaledwie odrobinę, by uniknąć tych uciążliwości (z waniliowym sztyftem ten trik nie przejdzie). Poziom nawilżenia określiłabym jako dobry. Do zalet zaliczyłabym jeszcze przyjemny intensywny zapach przypominający syrop wiśniowy. 
  • słoiczek z limitowanej edycji Kiss&Kiss (poj. 7,5 g) - to bez wątpienia najlepsza wersja z całej oferty tej marki, ponieważ po pierwsze, wyczuwalne jest wyłącznie delikatne chłodzenie, a więc odchodzi nam problem 25 minutowego utrapienia;). Ponadto po zastosowaniu tego produktu spierzchnięte usta błyskawicznie wracają do formy, po czym w dalszej perspektywie za jego sprawą są znakomicie nawilżone. Tutaj kamfora jest wyczuwalna tylko w opakowaniu, za to na ustach do głosu dochodzi mentol oraz wanilia i pewnie dlatego ta wersja nie podrażnia warg. Balsam ma gęstą formułę, dlatego też bardzo długo utrzymuje się na ustach. Ze względu na rodzaj opakowania nakładam ten produkt patyczkiem kosmetycznym, żeby wszystko odbywało się w higienicznych warunkach:). 


SKŁAD:
waniliowy sztyft - Petrolatum, Lanolin, Euphorbia Cerifera Cera, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Ozokerite, Benzophenone-3, Paraffin, Cetyl Esters, Cera Alba, Theobroma Cacao Seed Butter, Parfum, Myristate, Caprylic/Capric Triglyceride, Menthol, Ethyl Vanillin, Vanillin, Salicylic Acidlimnanthes Alba Seed Oil, Camphor, Isopropyl Myristate, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Caprylic/Capric Triglyceride, Menthol, Ethyl Vanillin, Vanillin, Salicylic Acid

wiśniowa tubka - Petrolatum, Lanolin, Parfum, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Cetyl Esters, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Benzophenone-3, Camphor, Menthol, Vanillin, Linalool, Benzyl Cinnamate, Geraniol

słoiczek -  Petrolatum, Lanolin, Cetyl Esters, Paraffin, Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Camphor, Menthol, Salicylic Acid, Vanillin, Parfum, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool, Geraniol, Citronellol


Podsumowując, w przyszłości być może wrócę do wersji w słoiczku ze względu na rewelacyjne walory pielęgnacyjne, natomiast na pozostałe dwie już się nie zdecyduję, nie będę też testować innych wersji zapachowych.



Nowszy post Starszy post Strona główna

43 komentarze:

  1. Ja właśnie zdenkowałam Carmex w słoiczku, wersję podstawową

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie wiem jaka jest różnica, poza innym wieczkiem oczywiście;), między wersją klasyczną a tą limitowaną. Może chodzi o zapach?

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. I u mnie nastąpiło rozczarowanie, choć nie mogę narzekać na wersję w słoiczku, skoro sprawdziła się jak należy;).
      Za każdym jak używałam pozostałych dwóch, nie mogłam uwierzyć, że są to właśnie te zachwalane od lat balsamy:/.

      Usuń
    2. Właśnie ja też byłam w szoku :D
      Ale już więcej na pewno nie kupie, za bardzo mnie wnerwiły;)

      Usuń
    3. Ja też chodziłam wnerwiona, ale cóż - skoro planowałam o nich napisać, to trzeba było przecierpieć;).

      Usuń
  3. mam tą tubkę wyciskaną wersję truskawkową. całkiem fajna jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natknęłam się na opinie, że różnice w właściwościach są też w obrębie jednej wersji i zależne są od konkretnych zapachów. Może truskawka byłaby lepsza? Choć już i tak nie zamierzam tego sprawdzać po takim rozczarowaniu;).

      Usuń
  4. Miałam Carmex w sztyfcie i rewelacji nie było. Iwonko, ja używam od dawna balsamu do ust Nuxe w słoiczku - genialnie nawilża. Poza tym w ciągu dnia lubię sięgać po pomadkę ochronną John Masters Organics, ładnie pielęgnuje i pięknie pachnie (mam wersję malinową). Oba kosmetyki mają bogate, naturalne składy i przynajmniej mamy pewność, że razem z pomadką nie zjadamy chemii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, planuję rozejrzeć się za czymś innym i myślałam o balsamie Nuxe czy np. kawowej wersji ze Stenders:).

      Na stronie John Masters Organics wypatrzyłam wersję waniliową:). Dziękuję za podpowiedź:).

      Usuń
    2. JMO ja bym nie poleciła, mój się wręcz rozpadał, rozwarstwiał, masakra. Stenders kawowy za to dobrze wspominam, niedawno kupiłam też wersje grejpfrutową, ale jeszcze nie używałam. Nuxe dla mnie ok, ale zdecydowanie przereklamowany. Nie jest to żaden cud.

      Usuń
    3. O kawce ze Stendersa czytałam u Ciebie i jak widzisz nadal pamiętam:), choć wolałabym do wpisu za jednym razem napisać o kilku wersjach zapachowych, więc zerknę co tam jeszcze ciekawego oferują;).

      Usuń
    4. Ewelina, ja używam tylko tej dwójki na zmianę i nie pamiętam kiedy ostatnio miałam problem z nawilżeniem ust. JMO zawsze mam w torebce i nic absolutnie się z nim nie dzieje, Nuxe w domu i na noc - dla mnie oba super i bez zastrzeżeń. Nie znam co prawda Stenders, ale skoro twierdzisz, że lepszy to na pewno się za nim rozejrzę :)

      Usuń
  5. A ja za to lubię od Carmexa te sztyfty. Choć muszę przyznać, że nie testowałam innych wersji (ani w słoiczku, ani w tubce). Stawiam na sztyfty, bo są najpraktyczniejsze, a ich walory pielęgnujące odpowiadają moim ustom, więc jestem zadowolona bardzo. Ja mam wersję owocową (chyba granat) i zapach jest całkiem ok.
    Pozdrowionka serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że ta wersja bardzo dobrze się u Ciebie sprawdza. U mnie jest katastrofa niestety:/.
      Udanego dnia:*

      Usuń
  6. Nie przepadam za tymi Carmexami, ale bardzo lubię taki w sztyfcie nadający ustom różowy kolor. Ostatnio znów do niego wróciłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę tę wersję, ale już nie będę ryzykować z kolejnymi balsamami tej marki.

      Usuń
  7. Miałam Carmex w sztyfcie, już dawno temu, ale był... irytujący;) Nie podobało mi się nic w tym kosmetyku więc nigdy już go nie kupiłam...
    Teraz mam Eos - bardzo przyjemny balsamik:)oraz pomarańczowy Pat&Rub. Chcę mieć jeszcze Nuxe w słoiczku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był irytujący, i to bardzo;).
      Ja właśnie poszukuję fajnych balsamów do ust o pobudzających zmysły zapachach;).

      Usuń
  8. Jeśli mają fajnie pachnieć i nieźle nawilżać to zdecydowanie EOS, ale również Patkowy jest fajny, kocham ten pomarańczowy aromat i dobre nawilżenie:) Polecam obie marki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aniu za te propozycje:). Na pewno to przemyślę, choć nie powiem, pomarańczowy zapach i dobre nawilżenie bardzo kusi:).

      Usuń
  9. Ja za carmexem nie przepadam przez ten menthol który mnie drażni :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obstawiam, że więcej złego w tej kwestii robi kamfora:/. Mam błyszczyki z samym mentolem i z moimi ustami nic niepokojącego się nie dzieje.

      Usuń
  10. Jak już wiesz :) Carmex mi nie pasuje... Miałam taki w tubeczce. Nie podeszła mi ani konsystencja, ani to uczucie na ustach, ani jego smak. Może kiedyś dam szansę temu w słoiczku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli już, to rzeczywiście słoiczek byłby najlepszym rozwiązaniem, choć nie palę się zbytnio do powtórnego zakupu. Wolałabym przetestować inne balsamy.

      Usuń
  11. Używałam ich jak tylko weszły na polski rynek i jakoś nie pokochałam. Nie wiem co mi w nich nie pasowało ale ich nie lubię ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też będę szukać czegoś innego;).

      Usuń
  12. ja bardzo lubię carmex w tubce - klasyczny albo wiśniowy właśnie. Z kolei ten z sztyfcie mnie rozczarował. Długo używałam takze tego klasycznego w słoiczku, ale nie lubię grzebania paluchami;)

    Z wartych polecenia balsamów do ust moim zdaniem jest NUXE (tylko też w słoiczku:/) oraz Tissane dla dzieci :)
    Muszę w końcu pomyśleć o tych Eos-ach :)
    Miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carmex w sztyfcie to najsłabsze ogniwo z całej oferty.

      A widzisz, dlatego ja używam do tego celu patyczka higienicznego;).

      Udanego weekendu:).

      Usuń
  13. Bardzo lubię Carmex,choć mam wrażenie, że jednak tubka jest najskuteczniejsza, choć mało wygodna,zwłaszcza pod koniec produktu(ps.uwielbiam truskawkową :P). Śłoiczków ogólnie nie lubię, ale za to sztyfty są bardzo poręczne i nie trzeba się męczyć z wyduszaniem resztek z tubki, a ich nowe zapachy (słodka pomarańcza,mango i brzoskwinia) mnie totalnie urzekły ❤😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli trochę inaczej oceniamy walory poszczególnych wersji;).
      Wiem, słodka pomarańcza jest strasznie kusząca...
      W każdym bądź razie decyzja podjęta i postanowiłam poszukać dobrych balsamów z innych marek:).

      Usuń
  14. miałam raz Carmex w słoiczku, ale jakoś mimo wszystko najlepiej używa mi się klasycznej, granatowej, ochronnej pomadki z Nivea, ohh, ten zapach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Granatowej wersji z Nivea jeszcze nie miałam, ale wiem, że dziewczyny chwalą ją m.in. za bardzo dobre nawilżenie:).

      Usuń
  15. Znam tylko wersję słoiczkowa, podstawową, i bardzo lubię, ze smakowych sztyftów lubię Lipsmackery, które można kupić w Biedronce ( i to w różnych wersjach ) - może nie nawilżają jakoś wybitnie, ale zdecydowanie wystarczająco, dodatkowo bosko smakują i ładnie nabłyszczają usta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wydaje mi się, że ta wersja jest najlepsza, więc dobry wybór;).
      Widziałam te Lipsmackery na Instagramie:). Może się na nie zdecyduję:).

      Usuń
  16. U mnie niestety Carmex narobił więcej szkody niż pożytku :( Po jakimś czasie zrobiłam jeszcze jedno podejście i nie wyszło mi to na dobre. Finalnie zapomniałam o marce i już nigdy się nie skuszę. Pielęgnacja ust jest dla mnie bardzo ważna, nie mogę tutaj odpuścić :( Od kiedy zagłębiłam się w ofertę Lanolips (są też warianty smakowe) i Dr. Lipp przestałam szukać, kiedy z kolei marzy mi się coś aromatycznego, to świetne są balsamy w sztyfcie Skin & Tonic, Hurraw!, Crazy Rumors ma taaaki wybór smaków/zapachów że oszaleć można :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o Crazy Rumors, to skusiłyby mnie zapachy: amaretto, kawa i truskawki w czekoladzie ❤;).

      Usuń
  17. Miałam kiedyś sztyft, ale się nie polubiliśmy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za bardzo za co go polubić:/.

      Usuń
  18. Polecam Biotherm Beurre De Levres Lip Balm, EOS miętowy i lano-maść z Ziaji. Mam Carmex w słoiczku, całkiem fajnie nawilża, natomiast jego zapach kompletnie mi nie odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za polecenie tych balsamów:). Rozejrzę się najpierw za Biotherm Beurre De Levres Lip Balm:).

      Zapach słoiczkowego Carmexu wydaje mi się łagodniejszy niż pozostałych wersji - jest bardziej waniliowy aniżeli kamforowo-mentolowy.

      Usuń